piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział III

-Więc musze już iść?- powiedziała Amanda drżącym głosem, zwiastującym płacz.
-Tak... niestety tak.
Dziewczyna z trudem powstrzymała rozklejenie się i oznajmiła:
-Dobrze. Dziękuje, że byliście ze mną przez te 2 dni. Czy mogłabym napisać mamie list?
-Oczywiście, powiem, że leżał pod drzwiami.
Młoda wiedźma podbiegła do plecaka i gmerała w poszukiwaniu kartki i pióra. Znalazła. Na papierze szybko zaczęły pojawiać się drobne, lecz czytelne znaki, lekko pochylone w prawą stronę: "Przepraszam, to nie moja wina. Mam nadzieję, że mnie akceptujecie. Teraz muszę wyruszać w daleką drogę, ale nie martwcie się, poradzę sobie, wrócę, jak tylko będe mogła. Kocham Was, Amanda".
-Trzymaj. Napisałam do Was, żeby nie miała podejrzeń.
-To dobrze. Pamiętaj, pierwszy dom, na który trafisz kierując się stąd na północ.
-Tak wiem. Pójdę już, bo się zaraz rozpłacze.W sumie znowu.
-Masz rację.
Czarodziejka podeszła do plecaka, założyła go na plecy i podeszła do postawnego ojca, który w tamtej chwili czuł się malutki. Miał obawy. Wiedział, że na swojej drodze napotka wiele niebezpieczeństw, a przecież to była jego mała córeczka. Drobniutka, blondyczka. Ale mimo to musial ją puścić. W tamtej chwili nie wiedział ile mocy ma jego córka. Sam włożył ręce do kieszeni i poczuł mały, płócienny woreczek. Wyjął go i przypomniało mu się, że miał to jej dać. Wyciągnął do niej dłoń
-Co to?
-Szałwia i sól.
-A po co mi to?
-Odpędza złe istoty. Pomoże ci, dopóki nie nauczysz się odpowiednich zaklęć.
-Okay, dziękuje.
-A teraz już idź. Im wcześniej tym bezpieczniej. Co prawda nie zawsze, ale jednak.
-Dobrze.
Amanda rzuciła się na szyję ojcu.
-Dziękuje ci za wszystko. Przeproś Nadie.
-Dobrze. Zrobię to.
Nie chcąc, by widziała jak płacze, powiedział:
-Musisz już iść, córeczko.
-Wiem. Idę. Do... zobaczenia.
Odwróciła się i poszła na północ. Ojciec patrzył za nią, a ona walczyła ze sobą, by nie zawrócić.
-Amanda!
Dziewczyna spojrzała.
-Chodź na chwilę.
Podeszła, a Sam zdjął z ręki swój amulet.
-Co ty robisz?
-Chce ci to dać. Tobie teraz przyda się bardziej. Nie mówiłem ci, ale dostałem to od potężnej czarownicy. Rzuciła czar. Odkąd pamiętam przynosił mi szczęście. Zawsze wychodziłem cało z kłopotów. Tą osobą była moja babcia.  Przyjmij to ode mnie.
-Oh tato, dziękuje...
-Nie dziękuj.
Przytulił ją. Ucałowal w czoło. Odwrócił ją i powiedział:
-Teraz możesz już iść.
-Kocham cie.
-Wiem, będe o tym pamiętać. A ty pamiętaj, że my kochamy ciebie.
-Będe pamiętać. Do zobaczenia.
I wyruszyła. Nie wiadomo na ile. Nie wiadomo gdzie.
***
Amanda biegła. Drzewa migotały, a ona biegła, biegła ile miała sił. Jej oddech był płytki i nierównomierny. COŚ ją goniło. Nie wiedziała co to jest. Wiedziała, że chociaż TO rozumiało co ona mówi i ona rozumiała o co chodzi MU, to nie chciało jej odpuścić, chciało ją zabić. Czuła już zapach śmierci. Czuła jej oddech. Czuła, że TO się zbliża.
___________________________________
Przepraszam, że tak krótko, reszte dopiszę jutro z rana. Dzisiaj miałam lekkiego doła.... obiecuje, że jutro około 9-10 wstawię resztę.

2 komentarze:

  1. Fajne. Fajne, pewne rzeczy bym zmienił ale reszta bosko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) rzecz jasna możecie pisać swoje uwagi, co się Wam nie podoba, a co podoba, co powinnam poprawić itp :)

      Usuń