sobota, 18 października 2014

Rodział IV-cz.2

Amanda stanęła na skraju lasu. Bała się tam wejść, ale wiedziała, że musi to zrobić. Zostało jej kilka ziół do zebrania. Resztę takich jak bazylię, szałwię, rozmaryn i tymianek znalazła w ogrodzie swojej mentorki. Koniczna kwitnęła wszędzie, uzbieranie kwiatów nie zajęło jej długo. Podobnie sprawa się miała z pokrzywą i babką lancetowatą. Ale kwiatów lipy i czarnego bzu oraz tataraku musiała szukać w lesie. Co gorsza, nie miała pojęcia, która jest godzina.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i zrobiła krok.
Odnalezienie kwiatostanów było łatwe. Znała je z dzieciństwa. Wystarczyło dobrze rozejrzeć się po lesie. A był on piękny. Słońce przedzierało się przez zielone liście. Była cisza, spokój, śpiewały ptaki. Amanda na chwilę zapomniała o stworze, który zaatakował ją poprzedniego dnia. Miała ochotę usiąść pod drzewem i wsłuchać się w naturę. Chociaż nie było jej tu tylko jedną noc, zatęskniła za gąszczem drzew. Dni, które spędziła nad swoim jeziorem zrobiły swoje. A to, że była czarodziejką ziemi tylko pogłębiało jej uczucia.

_______________________________________________________________________________

Hmmm, w cholerę czasu mnie tu nie było.... No cóż, moje posty będą się pojawiać teraz co sobotę. Jeśli nie-zabijcie mnie! Chcę to skończyć...