środa, 17 lipca 2013

Rozdział II:Urodziny

       Życie Amandy toczyło się tak samo od kilku tygodni. Jak co ranek obudziły ją leśne zwierzęta. Dziewczyna  wzięła wszystkie potrzebne rzeczy i wyszła z groty. Ku jej zdziwieniu dzisiejszego ranka przyszli przedstawiciele wszystkich gatunków zwierząt. Ami stanęła jak wryta:
-Przyjaciele! Co tutaj robicie?!
-No jak to co? Dzisiaj twoje urodziny.
-No tak...-powiedziała smutnym głosem, lecz po chwili otrząsnęła się-Dziękuję, że przybyliście. 
Dziewczyna mimo, że jej serce pękało na pół, wciąż się uśmiechała. nie mogła pozwolić na to, by zwierzęta pomyślały, że sprawiły jej przykrość. Zauważyła, że zbyt przywiązała się do nich, tak samo one do niej. Nie wiedziała czy tak może być. Przecież to zaburzenie naturalnych czynności. Z drugiej strony miała z kim porozmawiać.
       Dziewczyna przyjęła życzenia od leśnych stworzeń, serdecznie się do nich uśmiechnęła i oznajmiła:
-Dziękuje za życzenia, sprawiliście, ze zrobiło mi się ciepło na sercu. Teraz możecie odejść. Wróćcie do swoich rodzin. chciałabym zostać sama.
       Zwierzęta odeszły, Amanda przez chwilę patrzyła na nie, potem podeszła do jeziora i usiadła na jego brzegu. Zaczęła rozmyślać o swojej rodzinie. Czy o niej myślą? Czy tęsknią? Czy wszystko u nich dobrze? Jak Nadia wygląda w nowej fryzurze? Jeśli dzisiaj są moje urodziny, to wczoraj była u fryzjera. Zastanawiała się jak sobie radzą. Czy ich życie biegnie dalej? A może zatrzymali się w jednym momencie i pogrążyli w rozpaczy? Myślała raczej o tym pierwszym wyjściu.
-Dlaczego ja to zrobiłam...?
***
Sam powoli otworzył oczy i natychmiast je zamknął. Rażące światło sprawiło, że go piekły. Lecz musiał wstać. U jego boku leżała małżonka. Zabawnie musieli razem wyglądać. On-ciemne, kręcone włosy, ciemne cera, ciemne, czarne oczy, ona-jasne, blond, proste włosy, jasna, alabastrowa skóra, jasne, niebieskie oczy.Sam silny, o mocnej budowie ciała, Daily-drobniutka, kruchutka, delikatna.
Mężczyzna podniósł się z łóżka. Spojrzał na kalendarz. "Dzisiaj 17 czerwca. Urodziny Amandy....". Wziął do ręki zdjęcie młodej, jasnowłosej, czarnookiej dziewczyny. Pogładził ją po policzku.
-Córeczko...-szepnął ze smutkiem w głosie.
Odłożył fotografię na miejsce, wyszedł z pokoju. Otworzył łazienkę i wszedł.
Mężczyzna po jakimś czasie pojawił się zza drzwi. Był już w pełni ubrany. Nie biegał już po domu z gołym torsem. Ubrał się w luźne spodenki w kolorze khaki oraz białą koszulkę na krótki rękaw. Zmierzał w kierunku kuchni. Usiadł na wysokim, barowym krześle.
-Cholera... Jak ja mam ją znaleźć?!
-Cześć tatusiu!
Do kuchni weszła mała Nadia z zaspanym wyrazem twarzy. Sam wstał, [podszedł do swojej córki i wziął ją na rękę.
-Hej księżniczko-czemu już wstałaś?
-Idę z tobą tato.
Jej twarz nabrała dziwnie poważnego wyrazu niespotykanego u dziecka. Jak czteroletni, młody człowiek może być tak skupiony. Osoby w tak młodym wieku skupiają się, owszem, na zabawie, ale nie w takich sytuacjach.
-Gdzie? Słońce, głuptasku, ja nigdzie nie idę-tryka ją palcem w nos i śmieję się.
Tato ja wiem. Wiem, że jesteśmy czarownicami, że nie powinnam wiedzieć wszystkiego zanim skończę 18 lat, wiem kim jest Varmin,. Wiem wszystko.
-Ale skąd?
-Umiem czytać w myślach.-odpowiedziała beztrosko, uśmiechają się niewinnie niczym aniołek.
-To nieprawdopodobne, takiego daru nie było od tysiącleci.
Mężczyzna był w wielkim szoku. Myślał o tym jak to możliwe. Czy to możliwe, że właśnie w jego rodzinie jest tak wielki dar?
Nadia troszkę się zirytowała. Mieli przecież szukać Amandy, a on się zamyślił. Zniecierpliwiona zwlekaniem ojca powiedziała:
-Wiem, gdzie jest Ami.
-Co?
-Wiem, gdzie jest moja siostra, a twoja córka.
-Skąd to wiesz? Przecież jest daleko. Nie mogłaś przeczytać tego w jej myślach.
-Po pierwsze nie jest tak daleko, a po drugie czuje ją, ciągnie mnie do niej.
Sam całkowicie zapomniał o tym, że jego czteroletnia córka nie zachowuje się normalnie jak na jej wiek. Miał to gdzieś.
-Jeśli nie jest tak daleko, to chodźmy, ale najpierw musisz się ubrać i coś zjeść.
Poszli do pokoju dziewczynki, mężczyzna zdejmuje z córki piżamkę i ubiera jej dżinsowe ogrodniczki, bluzkę na krótki rękaw w kolorze niebieskim, skarpetki i buciki. Idą do kuchni. Sam szybko robi kanapkę z Nutellą i podaje ją Nadii.
-Zjedz to i wychodzimy.
W czasie, gdy ona je kanapkę, mężczyzna bierze plecak i szybko pakuje do niej butelkę z wodą, sok i kanapki.
-Już zjadłam.
-To możemy wychodzić.
Spojrzeli na siebie i wyruszyli do Amandy.


_________________________________________________________________


To nie wszystko. To połowa, ale nie mam weny coś...dlatego ten rozdział jest gorszy... ale mam nadzieję, że to się zmieni ;) Komentujcie moi drodzy czy się podoba czy nie, co mam poprawić, na pewno to coś da :) Motywujcie mnie :)

2 komentarze: